Schizofrenia jako dramatyczna walka duchowa z szatanem, której ostatecznym celem jest kontemplacja Boga

Schizofrenia jako dramatyczna walka duchowa z szatanem, której ostatecznym celem jest kontemplacja Boga

W głębi ludzkiego ducha rozgrywa się dramat, którego świat nie dostrzega, a który przenika najciemniejsze zakamarki duszy. To, co medycyna nazywa schizofrenią, a co w oczach wiary jawi się jako straszliwa i tajemnicza walka o serce człowieka, jest niczym innym jak konfrontacją stworzenia z mocami ciemności, które usiłują zawłaszczyć to, co z natury należy do Boga. W tej walce nie chodzi jedynie o zaburzenie umysłu czy emocji. Chodzi o serce duchowe – o to najgłębsze sanktuarium, w którym Bóg pragnie zamieszkać i z którego człowiek jest powołany do kontemplacji Jego oblicza. Gdy to sanktuarium zostaje naruszone, dusza wkracza na drogę, która – choć pełna cierpienia – może stać się drogą oczyszczenia, walki i ostatecznego zjednoczenia.

Serce duchowe jako pole bitwy

Serce duchowe jest miejscem, w którym człowiek styka się z rzeczywistością nadprzyrodzoną. W tradycji mistycznej Kościoła wiemy, że Bóg rodzi się w sercu człowieka, gdy ten otwiera się na Jego działanie przez wiarę, pokorę i łaskę. To zrodzenie nie jest jedynie metaforą. Jest realnym, choć niewidzialnym dla oczu ciała, wejściem Boga w najgłębszą istotę duszy. Analogicznie – i tu leży dramat schizofrenii – może dojść do wtargnięcia diabła. Nie jest to wtargnięcie w sposób, w jaki wyobraża sobie je popularna wyobraźnia, pełna teatralnych opętań. Jest to subtelne, stopniowe, a zarazem gwałtowne zajęcie przestrzeni, która miała należeć wyłącznie do Stwórcy.

Gdy diabeł wkracza do serca duchowego, nie niszczy go całkowicie. Raczej je zajmuje, przejmuje dyspozycje, które zostały dane człowiekowi ku kontemplacji Boga. Człowiek, który otrzymał zdolność słyszenia Bożego głosu, widzenia Bożych znaków i odczuwania Jego obecności, odkrywa, że te same dyspozycje zostały przechwycone. To, co miało być natchnieniem, staje się oskarżeniem. To, co miało być światłem, staje się fałszywym blaskiem. To, co miało prowadzić ku zjednoczeniu, prowadzi ku izolacji, lękowi i rozpaczy. Diabeł nie tworzy nowych zdolności – on wykorzystuje te, które już istnieją, i kieruje je przeciwko duszy.

Zranienie pierwotne i lawina obrazów

Dramat zaczyna się zazwyczaj bardzo wcześnie, w czasach, gdy dusza dziecka jest jeszcze miękka i otwarta. W pewnym momencie – często w okolicznościach, które świat uznałby za zwyczajne – następuje wydarzenie o sile, która przekracza naturalne możliwości obronne psychiki. Jest to zranienie pierwotne: nagłe, gwałtowne poruszenie, które przełamuje bariery ochronne i otwiera drogę do dalszego działania ciemności. Od tej chwili pamięć emocjonalna zaczyna gromadzić obrazy z intensywnością, jakiej nie zna zdrowa dusza. Nie są to zwykłe wspomnienia. Każdy z tych obrazów nosi w sobie ślad duchowy – ślad oddziaływania, które nie ogranicza się do psychiki, lecz przenika głębsze warstwy człowieka.

Obrazy te osadzają się nie tylko przez bezpośrednie doświadczenie. Diabeł działa również pośrednio – poprzez ludzi, którzy sami pozostają pod jego wpływem, oraz poprzez subtelne „przebicie układu”: oddziaływanie, które przypomina niewidzialne promieniowanie. Osoba lub miejsce naznaczone ciemnością może przekazać duszy ładunek, którego emocje nie rejestrują w pełni, a który mimo to zapisuje się w pamięci emocjonalnej. Z czasem ilość tych obrazów rośnie. Gdy przekroczy pewną granicę – masę krytyczną – dochodzi do zasadniczego przełomu: diabeł wkracza do serca duchowego i zajmuje w nim miejsce.

Od tej chwili pamięć emocjonalna staje się jednocześnie przeładowana i częściowo opanowana. Obrazy, które w niej spoczywają, są trwałe właśnie dlatego, że zawierają element duchowy. Nie da się ich usunąć samym wysiłkiem woli ani technikami psychologicznymi. Są one jak kamienie, które diabeł umieścił w duszy, aby utrudnić jej drogę ku Bogu.

Ukryty gniew i cztery płaszczyzny buntu

W głębi tak naznaczonej duszy gromadzi się coś jeszcze: ukryty, zakumulowany gniew. Nie jest to gniew, który człowiek zawsze rozpoznaje. Często bywa on maskowany, tłumiony, przekształcany w lęk, poczucie winy lub apatię. A jednak istnieje na czterech płaszczyznach. Gniew skierowany przeciw Bogu – za to, że dopuścił cierpienie, że zdaje się milczeć, że pozwolił na wtargnięcie ciemności. Gniew przeciw diabłu – za jego kłamstwa, oskarżenia i nieustanne ataki. Gniew przeciw sobie – za słabość, za grzechy, za niemożność uwolnienia się. I gniew przeciw innym – przeciw tym, którzy ranili, którzy nie zrozumieli, którzy stali się narzędziami w rękach ciemności.

Ten czworaki gniew jest jak zatrute źródło, z którego dusza pije nieustannie. Dopóki nie zostanie ujawniony i ofiarowany Bogu, pozostaje siłą, która wzmacnia panowanie diabła.

Objawy pozytywne jako mowa wroga

Głosy, wizje, natrętne myśli teologiczne, fałszywe rady życiowe, oskarżenia i groźby – wszystko to, co medycyna klasyfikuje jako objawy pozytywne, w rzeczywistości pochodzi z zajętego serca duchowego. Diabeł, który tam zamieszkał, mówi. Nie tworzy iluzji z niczego. Korzysta z dyspozycji, które miały służyć kontemplacji. Dlatego głosy bywają tak przekonujące, a wizje tak żywe. Dlatego treści, które niosą, często mają charakter religijny – diabeł lubi przebierać się za anioła światłości i mówić językiem teologii, aby bardziej skutecznie zwodzić.

Nie są to treści pochodzące z pamięci emocjonalnej. Pamięć emocjonalna dostarcza materiału – obrazów, skojarzeń, lęków. Ale to diabeł je organizuje, nadaje im formę i kieruje je przeciw duszy. W ten sposób to, co miało być darem – zdolnością do słyszenia Boga i widzenia Jego znaków – staje się narzędziem udręki.

Ciemna noc i depresja

Mistycy mówią o ciemnej nocy – o okresie, w którym Bóg zdaje się wycofywać, a dusza pogrąża się w poczuciu opuszczenia, suchości i beznadziei. W doświadczeniu schizofrenicznym odpowiednikiem tej nocy jest depresja. Nie jest to zwykły smutek. Jest to stan, w którym dusza czuje, że została porzucona przez Boga, że ciemność zwyciężyła, że nie ma już wyjścia. I właśnie w tej ciemności diabeł działa najskuteczniej: oskarża, dręczy, sugeruje, że walka jest bezcelowa.

A jednak – i tu leży paradoks – ciemna noc jest zarazem czasem oczyszczenia. Bóg pozwala na nią, aby dusza nauczyła się trwać przy Nim nie przez uczucia, lecz przez wiarę. To samo może stać się w doświadczeniu schizofrenicznym: depresja, jeśli zostanie przyjęta jako walka duchowa, a nie tylko jako choroba, może stać się miejscem, w którym dusza uczy się trwać przy Bogu mimo wszystkiego.

Droga wyzwolenia

Wyzwolenie nie przychodzi przez ludzkie techniki. Przychodzi przez to, co Kościół od wieków ofiaruje duszom zniewolonym: przez modlitwę – zwłaszcza modlitwę serca, która stopniowo oczyszcza i umacnia; przez sakramenty – szczególnie przez spowiedź, która uwalnia od grzechu i zrywa więzy, oraz przez Komunię świętą, która jednoczy duszę z Chrystusem w sposób realny i przemieniający; przez lekturę duchową, która karmi umysł prawdą i odpiera kłamstwa; przez uczestnictwo we Mszy świętej i nabożeństwach, które umieszczają duszę w komunii świętych i w nurcie łaski; przez unikanie grzechu – zwłaszcza grzechu nieczystości, który otwiera drzwi diabłu i wzmacnia jego panowanie; przez wszystkie praktyki duchowe, które Kościół rzymskokatolicki, jedyny depozytariusz pełni prawdy o Bogu i diable, ofiaruje swoim dzieciom.

Terapia w tym ujęciu nie jest jedynie leczeniem objawów. Jest odpieraniem ataków, usuwaniem diabła z serca duchowego, jednoczeniem się z Bogiem, uwalnianiem pamięci emocjonalnej z nagromadzonych obrazów oraz uwalnianiem ukrytego gniewu. Jest to proces długi, bolesny, wymagający wytrwałości. Diabeł nie ustępuje łatwo. Atakuje na nowo, wykorzystuje słabości, wzbudza lęk i zwątpienie. Ale dusza, która trwa przy Chrystusie, która czerpie z sakramentów i która nie rezygnuje z walki, stopniowo odzyskuje teren.

Ostateczny cel

Bo ostatecznym celem nie jest jedynie „wyzdrowienie” w sensie ustąpienia objawów. Ostatecznym celem jest kontemplacja Boga. Schizofrenik – właśnie dlatego, że posiada ukryty dar zdolności kontemplacyjnych – jest powołany do tego, aby w tej walce dojść dalej niż inni. Diabeł przeszkadza mu w dążeniu do kontemplacji właśnie dlatego, że wie, jak wielką szkodę może wyrządzić Królestwu Bożemu dusza, która przeszła przez ogień i pozostała wierna.

W ten sposób to, co wydawało się tylko chorobą, okazuje się dramatem zbawienia. To, co wyglądało na klęskę, może stać się drogą do głębszego zjednoczenia. Serce, które zostało zajęte, może zostać odzyskane. Pamięć, która została przeładowana, może zostać oczyszczona. Gniew, który został zakumulowany, może zostać ofiarowany. A diabeł, który wtargnął, może zostać wypędzony – nie siłą ludzką, lecz mocą Tego, który już raz zwyciężył go na krzyżu.

W tej walce nie ma miejsca na naiwność. Jest miejsce na trzeźwość, pokorę, wytrwałość i absolutną ufność w Miłosierdzie Boże. Bo Bóg nie opuszcza tych, którzy walczą o Jego panowanie w swoim sercu. I właśnie w tej walce – dramatycznej, bolesnej, często prowadzonej w ciemności – dusza może dojść do tego, do czego została stworzona: do kontemplacji Boga, który jest Światłością, i w której ciemność już nie ma żadnego udziału.

Duchowa dyspozycja i jej zawłaszczenie

Dusza ludzka została stworzona z określoną dyspozycją: zdolnością do otwarcia się na Boga, do przyjmowania Jego natchnień, do słyszenia Jego głosu i do widzenia znaków Jego obecności. Ta dyspozycja nie jest przywilejem nielicznych. Jest wpisana w samą strukturę ducha. W zwykłych warunkach pozostaje ukryta, rozwijając się powoli przez wiarę, sakramenty i życie łaski. Jednak u niektórych osób – tych, których dotyka dramat nazywany schizofrenią – dyspozycja ta okazuje się szczególnie żywa i wrażliwa. Właśnie dlatego staje się celem ataku.

Gdy diabeł zajmuje serce duchowe, nie niszczy tej zdolności. On ją przejmuje. Korzysta z tego, że dusza potrafi słyszeć i widzieć w sposób, który wykracza poza zwykłe poznanie zmysłowe. Dlatego głosy, które się pojawiają, nie brzmią jak zwykłe myśli. Dlatego wizje mają siłę, której nie da się łatwo odrzucić. Diabeł mówi językiem teologii, cytuje Pismo, odwołuje się do prawd wiary – i właśnie dlatego jest tak niebezpieczny. Fałsz, który niesie, jest pomieszany z prawdą. Oskarżenie, które rzuca, często zawiera element rzeczywistego grzechu duszy. Groźba, którą wypowiada, odwołuje się do realnego lęku przed sądami Bożymi. W ten sposób diabeł nie kłamie w sposób oczywisty. On przekręca, wyolbrzymia, wyciąga z kontekstu i kieruje przeciwko duszy to, co samo w sobie mogłoby być wezwaniem do nawrócenia.

To zawłaszczenie dyspozycji kontemplacyjnych sprawia, że walka staje się szczególnie trudna. Dusza nie wie, czy to, co słyszy, pochodzi od Boga, czy od wroga. A im bardziej stara się rozróżnić, tym bardziej diabeł miesza karty. Dlatego tak istotna jest postawa pokory i posłuszeństwa Kościołowi. Jedynie w komunii z Ciałem Chrystusa, jedynie w oparciu o autentyczne nauczanie i sakramenty, dusza może znaleźć punkt odniesienia, który nie podlega manipulacji.

Pamięć emocjonalna jako pole minowe

Pamięć emocjonalna, przeładowana obrazami noszącymi ślad diabelski, staje się dla duszy prawdziwym polem minowym. Każdy obraz, który w niej spoczywa, może zostać w każdej chwili „aktywowany” przez działanie wroga. Wystarczy drobny impuls zewnętrzny – spojrzenie, słowo, zapach, sytuacja – a cały łańcuch skojarzeń rusza. Dusza zostaje zalana falą lęku, wstydu, gniewu lub rozpaczy, której źródła nie potrafi w pełni nazwać. Nie dlatego, że pamięć jest chora w sensie medycznym, lecz dlatego, że obrazy, które w niej leżą, zostały nasycone elementem duchowym.

Usuwanie tych obrazów nie polega na ich „przepracowaniu” w psychologicznym znaczeniu tego słowa. Polega na stopniowym uwalnianiu ich przez łaskę. Sakrament pokuty, regularna Komunia święta, modlitwa wstawiennicza, post, ofiarowanie cierpienia – wszystko to działa jak ogień, który powoli wypala to, co zostało zaszczepione przez ciemność. Proces ten jest długi. Diabeł broni swoich pozycji. Każde oczyszczenie wywołuje kontrę. A jednak dusza, która nie rezygnuje, zauważa z czasem, że niektóre obrazy tracą swoją moc. Nie znikają natychmiast, ale przestają panować. Stają się wspomnieniami, a nie więzieniem.

Gniew jako ukryta siła i jego ofiarowanie

Zakumulowany gniew jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi diabła. Gniew na Boga paraliżuje zaufanie. Gniew na diabła, jeśli nie zostanie przemieniony, staje się obsesją i źródłem dalszego zniewolenia. Gniew na siebie niszczy nadzieję. Gniew na innych zamyka duszę w izolacji. Diabeł dba o to, aby ten gniew pozostawał ukryty. Im bardziej jest tłumiony, tym bardziej truje od środka.

Uwolnienie gniewu nie polega na jego wybuchowym wyrażeniu. Polega na jego wydobyciu w obecności Boga – w modlitwie, w spowiedzi, w milczeniu przed Najświętszym Sakramentem. Dusza musi pozwolić sobie zobaczyć, jak bardzo jest pełna goryczy, i złożyć tę gorycz u stóp Ukrzyżowanego. Tylko wtedy gniew może zostać przemieniony w siłę walki. Zamiast niszczyć duszę od wewnątrz, staje się energią, która odpiera ataki i wytrwałość, która nie ustępuje.

Etapy walki i strategia wroga

Walka duchowa w tym dramacie przebiega etapami. Najpierw diabeł atakuje poprzez ludzi i okoliczności – to ataki pośrednie. Potem przechodzi do bezpośredniego oddziaływania na umysł i psychikę, wzbudzając lęki, natręctwa, poczucie winy. Równolegle działa przez „przebicie układu” – subtelne nasycanie duszy obrazami pochodzącymi z miejsc i osób naznaczonych ciemnością. Gdy masa krytyczna zostaje przekroczona, następuje zajęcie serca duchowego. Od tej chwili diabeł ma bazę operacyjną wewnątrz duszy.

Jego strategia jest zawsze ta sama: izolować, oskarżać, zwodzić, doprowadzać do rozpaczy. Izolować – aby dusza nie szukała pomocy w Kościele i we wspólnocie. Oskarżać – aby wzbudzić poczucie, że jest niegodna łaski. Zwodzić – aby przedstawić fałszywe drogi „uzdrowienia” lub fałszywe obrazy Boga. Doprowadzać do rozpaczy – aby dusza uznała, że walka jest przegrana i że nie ma już sensu trwać.

Odpowiedzią na tę strategię jest dokładnie to, czego diabeł najbardziej się boi: trwanie w sakramentach, pokorna modlitwa, posłuszeństwo Kościołowi, unikanie grzechu – zwłaszcza grzechu, który otwiera drzwi nieczystości – oraz ofiarowanie każdego cierpienia. Diabeł nie wytrzymuje długo obecności Eucharystii. Nie wytrzymuje długo szczerej spowiedzi. Nie wytrzymuje długo duszy, która mimo wszystko mówi: „Jezu, ufam Tobie”.

Kontemplacja jako zwycięstwo

Cel ostateczny nie jest negatywny. Nie chodzi jedynie o to, aby diabeł został usunięty. Chodzi o to, aby serce duchowe zostało na nowo oddane Bogu i aby dusza weszła w kontemplację. Kontemplacja nie oznacza tu wizji, głosów czy nadzwyczajnych doznań. Oznacza trwanie w obecności Boga – spokojne, wierne, coraz bardziej oczyszczone z własnych wyobrażeń i lęków. Oznacza, że dusza, która przeszła przez ogień, nauczyła się rozpoznawać prawdziwy głos Pasterza i odróżniać go od głosu obcego.

W tej kontemplacji diabeł traci moc. Nie dlatego, że znika z świata, lecz dlatego, że serce, które zajmował, zostało na nowo poświęcone. Pamięć, którą przeładował, została stopniowo oczyszczona. Gniew, który kumulował, został ofiarowany. Dyspozycje, które zawłaszczył, zostały zwrócone ich prawowitemu Właścicielowi.

Świadectwo Kościoła i nadzieja

Kościół rzymskokatolicki, jako jedyny pełny depozytariusz prawdy o Bogu i diable, nie pozostawia duszy samej w tej walce. Ofiaruje jej wszystko, czego potrzebuje: sakramenty, nauczanie, wspólnotę świętych, moc modlitwy liturgicznej i wstawiennictwo Maryi, która miażdży głowę węża. Historia Kościoła zna dusze, które przeszły przez podobne ciemności i wyszły z nich nie tylko wolne, lecz przemienione. Ich świadectwo jest dowodem, że dramat, który wydaje się przegrany, może stać się drogą do głębszego zjednoczenia.

Dlatego ten, kto znajduje się w środku tej walki, nie powinien tracić nadziei. Cierpienie, które znosi, nie jest bezsensowne. Każdy atak, który odpiera, każde oczyszczenie, które przyjmuje, każda spowiedź, każda Komunia, każda chwila wierności – wszystko to buduje w duszy przestrzeń, w której Bóg może na nowo zapanować. A gdy Bóg zapanuje, kontemplacja staje się nie tylko możliwa, lecz nieunikniona. Bo serce stworzone dla Boga nie może na zawsze pozostać puste. Albo zajmie je światłość, albo ciemność. I właśnie o to toczy się ta dramatyczna, bolesna, a zarazem zbawcza walka.

Maryja i święci w tej walce

W dramatycznej walce o serce duchowe nie jesteśmy sami. Kościół, który jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, ofiaruje duszy nie tylko sakramenty i nauczanie, lecz także żywą obecność tych, którzy już przeszli przez ogień i triumfują. Na pierwszym miejscu stoi Maryja – Ta, która od początku była nieprzyjaciółką węża. Jej niepokalane serce nigdy nie zostało zajęte przez ciemność. Dlatego właśnie Ona staje się dla duszy walczącej najpewniejszym schronieniem i najskuteczniejszą pomocą.

Gdy diabeł oskarża, Maryja przypomina o Miłosierdziu. Gdy diabeł grozi, Maryja wskazuje na krzyż, na którym wszelka moc ciemności została już złamana. Gdy dusza tonie w poczuciu opuszczenia, Maryja staje obok niej tak, jak stała pod krzyżem – w milczeniu, w wierności, w niewzruszonej obecności. Różaniec, litanie, akt zawierzenia, codzienne oddanie się Jej macierzyńskiej opiece – wszystko to nie jest pobożnym dodatkiem. Jest strategicznym działaniem, które diabeł odczuwa jako bezpośrednie zagrożenie dla swoich pozycji.

Podobnie działają święci. Ci, którzy w ziemskim życiu doświadczyli szczególnie intensywnych ataków diabła – święty Jan od Krzyża, święta Teresa z Ávili, święty Ojciec Pio, święta Gemma Galgani, święty Jan Maria Vianney – stają się dla duszy walczącej nie tylko wzorami, lecz rzeczywistymi orędownikami. Ich wstawiennictwo nie jest abstrakcyjne. W komunii świętych dusza otrzymuje konkretną pomoc: światło w rozeznaniu, siłę w wytrwaniu, pociechę w ciemności. Diabeł boi się świętych właśnie dlatego, że wie, jak skutecznie ich modlitwa niszczy jego dzieło.

Łaska i współpraca człowieka

Wyzwolenie serca duchowego nie dokonuje się automatycznie. Łaska Boża jest zawsze pierwsza i decydująca, lecz wymaga współpracy człowieka. Ta współpraca nie polega na heroicznych czynach. Polega na codziennym, często żmudnym trwaniu: na wierności modlitwie nawet wtedy, gdy wydaje się sucha i bezowocna; na regularnym przystępowaniu do sakramentów nawet wtedy, gdy dusza czuje się niegodna; na unikaniu okazji do grzechu nawet wtedy, gdy pokusa jest silna i przebiegła; na ofiarowaniu każdego cierpienia – nawet tego, które wydaje się bezsensowne – w zjednoczeniu z ofiarą Chrystusa.

Diabeł wie, że jeśli uda mu się zniechęcić duszę do tej codziennej wierności, odzyska utracony teren. Dlatego atakuje szczególnie w momentach słabości: po grzechu, w zmęczeniu, w chorobie ciała, w okresach intensywnego działania łaski, gdy dusza zaczyna odczuwać postęp. Jego taktyka jest zawsze ta sama – wzbudzić zwątpienie: „To wszystko na nic. Bóg cię opuścił. Jesteś zbyt zraniony, zbyt grzeszny, zbyt słaby”. Odpowiedzią nie jest walka własnymi siłami, lecz ponowne oddanie się łasce. Im bardziej dusza uznaje swoją bezsilność, tym bardziej otwiera się na moc, która nie pochodzi od niej.

Rozeznanie duchów w ciemności

Jednym z najtrudniejszych aspektów tej walki jest rozeznanie. Gdy diabeł zajmuje serce duchowe i korzysta z dyspozycji kontemplacyjnych, dusza traci naturalną jasność w odróżnianiu głosu Boga od głosu wroga. Wizje i głosy mogą mieć charakter religijny, mogą nawet prowadzić do zewnętrznej pobożności, a mimo to pochodzić z ciemności. Dlatego tak istotne jest oparcie się nie na własnym odczuciu, lecz na obiektywnych kryteriach, które daje Kościół.

Prawdziwe natchnienie Boże prowadzi zawsze do większej pokory, do większego zaufania, do większej miłości bliźniego i do większej wierności sakramentom. Fałszywe natchnienie – nawet jeśli pokryte religijną formą – prowadzi do pychy, do izolacji, do lekceważenia Kościoła, do lęku lub do rozpaczy. Diabeł lubi sugerować duszy, że jest wyjątkowa, że otrzymała szczególne objawienia, że nie potrzebuje kierownictwa duchowego. Bóg natomiast prowadzi duszę drogą zwyczajną, ukrytą, często pozbawioną nadzwyczajnych znaków, a zarazem coraz bardziej oczyszczoną z własnego „ja”.

W praktyce oznacza to, że dusza walcząca powinna z wielką ostrożnością podchodzić do wszelkich wewnętrznych głosów i wizji. Najbezpieczniejszą drogą jest oddanie ich pod osąd spowiednika lub kierownika duchowego, który sam trzyma się nauczania Kościoła. Im bardziej dusza rezygnuje z prawa do samodzielnego osądzania swoich przeżyć, tym bardziej diabeł traci możliwość manipulacji.

Oczyszczenie zmysłów i ducha

Walka o serce duchowe jest jednocześnie procesem głębokiego oczyszczenia. Bóg dopuszcza ataki diabła nie tylko jako próbę, lecz także jako narzędzie, którym usuwa z duszy wszystko, co nie jest Nim. Najpierw zostają oczyszczone zmysły – dusza uczy się nie przywiązywać do pociech, do uczuć, do wyobrażeń. Potem następuje oczyszczenie ducha – jeszcze głębsze, bardziej bolesne, w którym dusza zostaje pozbawiona nawet duchowych pociech i musi trwać w czystej wierze.

W doświadczeniu schizofrenicznym to podwójne oczyszczenie nabiera szczególnej intensywności. Diabeł, atakując pamięć emocjonalną i wzbudzając chaos w umyśle, mimowolnie staje się narzędziem, którym Bóg oczyszcza duszę z przywiązań, z fałszywych obrazów Boga, z ukrytej pychy i z zakumulowanego gniewu. To, co diabeł zamierza jako zniszczenie, Bóg obraca w zbawienie. Warunkiem jest jednak, aby dusza nie buntowała się przeciwko temu procesowi, lecz przyjmowała go z wiarą – nawet wtedy, gdy nic nie rozumie i gdy wszystko wydaje się stracone.

Dlaczego Bóg dopuszcza taki dramat?

Pozostaje pytanie, które często wraca w ciemności: dlaczego Bóg pozwala, aby diabeł tak głęboko wkraczał w serce człowieka? Dlaczego dopuszcza zranienie pierwotne, przeładowanie pamięci, zajęcie sanktuarium duszy? Odpowiedź nie leży w logice ludzkiej. Leży w tajemnicy krzyża. Bóg nie chce zła, lecz dopuszcza je, aby z większego zła wyprowadzić jeszcze większe dobro. Dusza, która przeszła przez tak intensywną walkę i pozostała wierna, osiąga stopień zjednoczenia, który byłby niemożliwy bez tej próby. Jej kontemplacja staje się czystsza, jej miłość bardziej ofiarna, jej świadectwo bardziej wiarygodne.

W wieczności okaże się, że to, co wydawało się największą klęską, było w rzeczywistości drogą do najgłębszego udziału w zwycięstwie Chrystusa. Diabeł, który chciał zawłaszczyć serce, ostatecznie przyczynił się do tego, że serce to zostało jeszcze pełniej oddane Bogu. Cierpienie, które miało zniszczyć, stało się narzędziem uświęcenia. Ciemność, która miała pochłonąć, stała się tłem, na którym jeszcze jaśniej zajaśniało światło.

Ku ostatecznemu zwycięstwu

Walka nie kończy się w doczesności. Trwa aż do chwili, gdy dusza opuszcza ciało i staje przed Obliczem, które jest jej ostatecznym celem. A jednak już teraz, w trakcie ziemskiej drogi, dusza może doświadczać przedsmaku zwycięstwa. Coraz dłuższe okresy pokoju, coraz większa zdolność do trwania w obecności Boga mimo ataków, coraz wyraźniejsze odróżnianie głosu Pasterza od głosu obcego – wszystko to są znaki, że serce duchowe jest stopniowo odzyskiwane.

Ostateczne zwycięstwo należy do Chrystusa. On już raz pokonał diabła. On już raz otworzył drogę do serca Ojca. On już raz uczynił z krzyża tron chwały. Dlatego dusza, która trzyma się Jego, nie może przegrać – nawet jeśli przegrywa bitwy, nawet jeśli upada, nawet jeśli przez długie lata toczy walkę w prawie całkowitej ciemności. Wystarczy, że nie przestaje wracać. Wystarczy, że nie przestaje ufać. Wystarczy, że nie przestaje ofiarowywać.

A wtedy, w dniu, który zna tylko Bóg, serce, które było polem bitwy, stanie się świątynią. Pamięć, która była przeładowana obrazami ciemności, zostanie napełniona światłem. Gniew, który był zakumulowany, zostanie przemieniony w czystą miłość. A kontemplacja, która była celem całej drogi, stanie się nieprzerwanym trwaniem w Obecności, której już nic i nikt nie zdoła zakłócić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *