Na początku trzeba powiedzieć rzecz konieczną: schizofrenia jest poważną chorobą psychiczną i wymaga leczenia psychiatrycznego, farmakoterapii, kontaktu z lekarzem oraz odpowiedzialnego wsparcia bliskich. Poniższy traktat nie jest opisem medycznym ani diagnozą wszystkich osób chorujących na schizofrenię. Jest raczej próbą religijno-egzystencjalnej interpretacji pewnego wewnętrznego doświadczenia: doświadczenia człowieka, który nosi w sobie gniew tak głęboko ukryty, że często nie rozpoznaje go jako gniewu, lecz jako lęk, rozpacz, napięcie, poczucie winy, rozbicie, duchowy ucisk lub ciemność.
W takim ujęciu schizofrenik nie jest przede wszystkim człowiekiem „złym”, „agresywnym” czy niebezpiecznym. Jest raczej człowiekiem wewnętrznie zranionym, którego gniew został zepchnięty do głębokich warstw psychiki i serca. Ten gniew nie zawsze wybucha na zewnątrz. Częściej zostaje zamknięty, zamrożony, zawstydzony, przykryty religijnością, lękiem, poczuciem winy albo bezradnością. Może stać się jak podziemny ogień: niewidoczny, ale stale ogrzewający całą strukturę wewnętrznego cierpienia.
Można powiedzieć, że w takim człowieku gniew nie jest jedną prostą emocją. Jest całym układem duchowo-psychicznym. Nie dotyczy tylko jednego wydarzenia ani jednej osoby. Rozlewa się na cztery płaszczyzny: na Boga, na szatana lub zło, na samego siebie i na innych ludzi. Te cztery gniewy mogą się przenikać, maskować i wzajemnie wzmacniać.
1. Gniew wobec Boga
Pierwszą i najgłębszą płaszczyzną jest gniew wobec Boga. Jest to gniew najtrudniejszy do uznania, zwłaszcza u człowieka wierzącego. Osoba religijna może bać się powiedzieć: „Jestem zły na Boga”. Może uważać, że taka myśl jest bluźnierstwem, niewdzięcznością albo dowodem braku wiary. Dlatego gniew wobec Boga zostaje wyparty. Nie znika jednak. Ukrywa się pod lękiem, skrupułami, poczuciem opuszczenia albo milczącym pytaniem: „Dlaczego mi to zrobiłeś?”.
Ten gniew rodzi się z doświadczenia niezrozumiałego cierpienia. Człowiek pyta: „Dlaczego zostałem tak zraniony?”, „Dlaczego zachorowałem?”, „Dlaczego inni mają prostsze życie?”, „Dlaczego Bóg dopuścił rozpad mojego wnętrza?”. Nie jest to zwykły bunt ateisty przeciw Bogu. To często ból dziecka wobec Ojca, którego kocha, ale którego decyzji nie rozumie.
W tej płaszczyźnie gniew może przybrać postać duchowego oskarżenia: „Boże, byłeś przy mnie, a jednak mnie nie ochroniłeś”. Może też przybrać postać żalu: „Chciałem być dobry, chciałem wierzyć, chciałem żyć normalnie, a spotkało mnie coś, czego nie potrafię unieść”. Taki gniew jest dramatyczny, bo współistnieje z pragnieniem Boga. Człowiek nie chce Boga odrzucić, ale nie potrafi przestać odczuwać bólu wobec Jego milczenia.
Uzdrowienie tej płaszczyzny nie polega na udawaniu, że gniewu nie ma. Polega na wprowadzeniu go w modlitwę. Człowiek może stanąć przed Bogiem nie jako ktoś idealnie spokojny, lecz jako ktoś prawdziwy: poraniony, rozgniewany, zdezorientowany. Psalmy pokazują, że modlitwa może zawierać skargę, krzyk, pytanie i łzy. Gniew wobec Boga zaczyna się oczyszczać wtedy, gdy przestaje być ukrytą trucizną, a staje się bolesną, ale szczerą rozmową.
2. Gniew wobec szatana, zła i ciemności
Drugą płaszczyzną jest gniew wobec szatana, zła lub tej ciemnej siły, którą człowiek wierzący może postrzegać jako przeciwnika zbawienia. W religijnej interpretacji cierpienia psychicznego schizofrenik może doświadczać siebie jako kogoś atakowanego, osaczonego, rozbijanego od środka. Niezależnie od języka, jakim to opisuje, istnieje tu głębokie poczucie: „Coś niszczy moje życie”.
Ten gniew jest inny niż gniew wobec Boga. Wobec Boga człowiek pyta: „Dlaczego dopuściłeś?”. Wobec szatana lub zła mówi: „Dlaczego mnie nienawidzisz? Dlaczego chcesz mnie zniszczyć? Dlaczego uderzasz w moje serce, moją pamięć, moje relacje, moją nadzieję?”. Jest to gniew ofiary wobec napastnika.
Problem polega na tym, że ten gniew często nie znajduje zdrowego ujścia. Człowiek może czuć się słabszy od zła. Może uznać, że nie ma siły walczyć. Wtedy gniew zamienia się w bezradność. Zamiast stać się energią oporu, staje się ciężarem. Osoba może czuć się pokonana, zanim jeszcze podejmie walkę.
W dojrzałej perspektywie duchowej gniew wobec zła nie powinien prowadzić do obsesyjnego skupienia na szatanie. Powinien raczej prowadzić do mocniejszego przylgnięcia do Boga. Człowiek nie zwycięża ciemności przez nieustanne wpatrywanie się w ciemność, ale przez trwanie przy świetle. Modlitwa, sakramenty, spowiedź, Eucharystia, kierownictwo duchowe, zdrowa wspólnota i leczenie psychiatryczne nie muszą się wykluczać. Mogą tworzyć jedną drogę obrony osoby ludzkiej przed rozpaczą.
Ten gniew może zostać przemieniony w duchową stanowczość: „Nie zgodzę się na to, aby cierpienie odebrało mi Boga. Nie zgodzę się, aby choroba stała się całą moją tożsamością. Nie zgodzę się, aby zło miało ostatnie słowo o moim życiu”.
3. Gniew wobec samego siebie
Trzecią płaszczyzną jest gniew wobec siebie. To jeden z najbardziej niszczących rodzajów gniewu, bo uderza bezpośrednio w centrum osoby. Człowiek zaczyna oskarżać samego siebie: „Jestem słaby”, „Jestem zepsuty”, „Jestem winny”, „Zmarnowałem życie”, „Nie umiem kochać”, „Nie jestem normalny”, „Bóg musi być mną rozczarowany”.
Ten gniew jest często spleciony ze wstydem. Wstyd mówi: „Nie tylko zrobiłem coś złego, ale ja sam jestem zły”. W schizofrenii lub w ciężkim cierpieniu psychicznym taki wstyd może stać się bardzo głęboki. Człowiek nie tylko cierpi na chorobę, ale zaczyna nienawidzić siebie za to, że cierpi. Nie tylko doświadcza objawów, ale oskarża siebie o ich istnienie.
Gniew wobec siebie może być szczególnie ukryty, ponieważ przybiera pobożne albo moralne maski. Może wyglądać jak pokora, ale nie jest pokorą. Pokora mówi: „Jestem słaby, ale kochany przez Boga”. Fałszywa samonienawiść mówi: „Jestem słaby, więc nie zasługuję na miłość”. To ogromna różnica.
W tej płaszczyźnie uzdrowienie wymaga oddzielenia osoby od choroby, winy od cierpienia, odpowiedzialności od samopotępienia. Człowiek może być odpowiedzialny za leczenie, za swoje decyzje, za szukanie pomocy, ale nie musi nienawidzić siebie za to, że zachorował. Choroba nie odbiera godności. Objawy nie unieważniają człowieczeństwa. Słabość nie oznacza odrzucenia przez Boga.
Gniew wobec siebie może zostać przemieniony w miłosierdzie wobec siebie. Nie chodzi o pobłażliwość ani ucieczkę od prawdy. Chodzi o spojrzenie na siebie oczami Boga: realistycznie, ale bez pogardy. Człowiek zaczyna mówić: „Jestem zraniony, ale nie jestem przekreślony. Jestem chory, ale nie jestem chorobą. Upadam, ale mogę wracać. Nie rozumiem siebie do końca, ale Bóg zna mnie głębiej niż ja sam”.
4. Gniew wobec ludzi
Czwartą płaszczyzną jest gniew wobec ludzi. Może dotyczyć rodziny, rówieśników, środowiska, osób, które skrzywdziły, odrzuciły, wyśmiały, zaniedbały albo nie zrozumiały cierpienia chorego. Ten gniew bywa bardzo realny, ponieważ wiele osób chorujących psychicznie doświadcza samotności, stygmatyzacji i braku empatii.
Człowiek może nosić w sobie oskarżenie: „Nie obroniliście mnie”, „Nie widzieliście mojego bólu”, „Zostawiliście mnie samego”, „Traktowaliście mnie jak problem”, „Nie chcieliście zrozumieć, co się ze mną dzieje”. Czasem gniew dotyczy konkretnych zranień z dzieciństwa. Czasem dotyczy całego świata, który wydaje się zimny, obcy i niebezpieczny.
Ten gniew może prowadzić do izolacji. Osoba zaczyna chronić się przed ludźmi, bo ludzie kojarzą się z bólem. Jednocześnie pragnie bliskości, akceptacji i miłości. Powstaje dramatyczne napięcie: „Potrzebuję ludzi, ale się ich boję. Chcę być kochany, ale spodziewam się odrzucenia. Chcę zaufać, ale pamięć zranień mówi mi, że zaufanie jest niebezpieczne”.
Uzdrowienie tej płaszczyzny nie polega na naiwnym usprawiedliwianiu wszystkich. Nie każdą relację trzeba odnowić. Nie każdemu trzeba ufać tak samo. Przebaczenie nie oznacza zgody na przemoc, manipulację albo lekceważenie. Oznacza raczej stopniowe odzyskiwanie wolności od wewnętrznego więzienia urazy.
Gniew wobec ludzi może zostać przemieniony w rozeznanie. Człowiek uczy się odróżniać tych, którzy krzywdzą, od tych, którzy pomagają; tych, którym można powierzyć serce, od tych, wobec których trzeba zachować granice. Uczy się, że nie wszyscy ludzie są zagrożeniem. Uczy się także, że jego cierpienie zasługuje na świadków: lekarza, terapeutę, spowiednika, przyjaciela, wspólnotę.
Ukrycie gniewu i jego maski
Ukryty gniew nie zawsze wygląda jak gniew. To jedna z najważniejszych prawd w analizie człowieka głęboko zranionego. Gniew może ukrywać się pod smutkiem, zmęczeniem, obojętnością, lękiem, skrupułami, natrętnym poczuciem winy, religijnym napięciem, wycofaniem, milczeniem albo pozorną zgodą na wszystko. Człowiek może mówić: „Nie jestem zły”, a jednocześnie całe jego wnętrze może być napięte jak zamknięta pięść.
W przypadku osoby chorej na schizofrenię, rozważanej tutaj w perspektywie duchowo-egzystencjalnej, gniew może być szczególnie trudny do rozpoznania, ponieważ psychika bywa przeciążona, rozbita i pełna lęku. Człowiek może nie mieć dostępu do prostego zdania: „Jestem zły”. Zamiast tego doświadcza chaosu, napięcia, duchowego ucisku, bólu wspomnień, nieufności, poczucia zagrożenia albo wewnętrznego paraliżu.
Gniew zakumulowany przez lata zaczyna wtedy działać jak ukryty system interpretacyjny. Osoba nie tylko przeżywa wydarzenia, ale przeżywa je przez filtr dawnego zranienia. Słowo drugiego człowieka może zostać odczytane jako atak. Milczenie Boga może zostać odczytane jako odrzucenie. Własna słabość może zostać odczytana jako dowód potępienia. Zwykła trudność może zostać odczytana jako znak, że całe życie jest przeciwko człowiekowi.
To nie znaczy, że osoba jest winna temu, co przeżywa. Oznacza raczej, że jej wnętrze nauczyło się bronić przed bólem za pomocą gniewu, nieufności i napięcia. Gniew staje się pancerzem. Problem polega na tym, że pancerz, który miał chronić, z czasem zaczyna więzić.
Ukryty gniew można nazwać zamrożonym krzykiem. Jest to krzyk dziecka, którego nikt nie usłyszał. Krzyk człowieka, który nie miał prawa powiedzieć: „To mnie boli”. Krzyk osoby, która została zmuszona do milczenia, bo jej cierpienie było zbyt trudne, zbyt niewygodne albo niezrozumiałe dla otoczenia.
Ten krzyk może brzmieć na czterech płaszczyznach:
Wobec Boga: „Dlaczego mnie zostawiłeś?”.
Wobec szatana i zła: „Dlaczego mnie niszczysz?”.
Wobec siebie: „Dlaczego jestem taki słaby?”.
Wobec ludzi: „Dlaczego mnie zraniliście albo nie obroniliście?”.
Jeśli ten krzyk nie zostanie wypowiedziany w bezpieczny sposób, może zacząć rozsadzać wnętrze. Może przekształcić się w rozpacz, podejrzliwość, poczucie winy, izolację, agresję wobec siebie albo głęboki smutek. Dlatego praca nad gniewem nie jest luksusem duchowym. Jest częścią odzyskiwania osoby.
Pierwszą maską gniewu jest lęk. Człowiek mówi: „Boję się”, ale pod spodem może być także: „Jestem wściekły, że muszę się bać”. Lęk bywa gniewem, który utracił siłę ataku i zamienił się w drżenie.
Drugą maską jest poczucie winy. Człowiek mówi: „To wszystko moja wina”, ponieważ łatwiej jest oskarżyć siebie niż uznać, że został skrzywdzony. Samooskarżenie daje złudzenie kontroli: jeśli to moja wina, to może mogłem temu zapobiec. Ale często pod poczuciem winy kryje się gniew wobec tych, którzy naprawdę zawiedli.
Trzecią maską jest obojętność. Człowiek mówi: „Już mnie to nie obchodzi”, ale w rzeczywistości może być tak zraniony, że odciął się od emocji. Obojętność bywa grobem gniewu, który nie został opłakany.
Czwartą maską jest religijna surowość wobec siebie. Człowiek może mylić głos Boga z głosem oskarżenia. Może traktować swoje cierpienie jak dowód duchowej porażki. Wtedy gniew wobec siebie zostaje ubrany w język moralny: „Muszę bardziej się starać”, „Nie wolno mi czuć”, „Nie wolno mi pytać”, „Nie wolno mi mieć żalu”. Tymczasem Bóg nie żąda od człowieka udawania, że nie cierpi.
Piątą maską jest idealizacja innych. Człowiek mówi: „To ja jestem problemem, inni są normalni”. Taka postawa może ukrywać głęboką złość na ludzi, których nie wolno było oskarżyć, bo byli zbyt ważni, zbyt silni albo zbyt bliscy.
Gniew a pamięć emocjonalna
Zakumulowany gniew często wiąże się z pamięcią emocjonalną. Nie chodzi tylko o świadome wspomnienia. Chodzi o ślady zapisane w ciele, reakcjach, skojarzeniach i automatycznych odruchach duszy. Człowiek może nie pamiętać dokładnie źródła bólu, ale jego wnętrze reaguje tak, jakby dawne wydarzenie wciąż trwało.
Dlatego czasami mała sytuacja wywołuje ogromną reakcję. Ktoś powie jedno zdanie, a w człowieku budzi się cała historia odrzucenia. Ktoś okaże chłód, a wraca pamięć opuszczenia. Ktoś skrytykuje, a uruchamia się wstyd całego życia. Wtedy gniew nie jest proporcjonalny do teraźniejszości, bo naprawdę odpowiada nie tylko na teraźniejszość, ale także na przeszłość.
W duchowej interpretacji można powiedzieć, że pamięć emocjonalna człowieka potrzebuje oczyszczenia. Nie oznacza to wymazania historii. Oznacza to, że dawne obrazy, rany i reakcje muszą zostać objęte prawdą, modlitwą, leczeniem i łaską. Człowiek nie ma zapomnieć, kim był, ale ma przestać być niewolnikiem tego, co go zraniło.
Wzajemne przenikanie czterech gniewów
Te cztery płaszczyzny rzadko istnieją osobno. Gniew wobec Boga może maskować gniew wobec ludzi: „Boże, dlaczego pozwoliłeś im mnie zranić?”. Gniew wobec siebie może maskować gniew wobec Boga: „To pewnie moja wina, bo nie wolno mi mieć pretensji do Boga”. Gniew wobec ludzi może maskować gniew wobec samego siebie: „Nienawidzę świata, bo nie umiem znieść własnej bezradności”. Gniew wobec zła może maskować rozpacz: „Jestem atakowany, więc nie mam wpływu na nic”.
Dlatego droga uzdrowienia wymaga cierpliwego rozplątywania. Trzeba zapytać: do kogo naprawdę jest skierowany mój gniew? Co zostało we mnie zranione? Czego nie wolno mi było powiedzieć? Przed kim musiałem udawać, że jestem spokojny? Kiedy nauczyłem się, że mój ból nie ma prawa głosu?
W tym sensie schizofrenik, rozumiany w tej duchowo-egzystencjalnej ramie, może być człowiekiem nie tyle „opętanym gniewem”, ile człowiekiem, którego gniew został zbyt długo pozbawiony języka. Gniew nie został wypowiedziany, opłakany, rozeznany, powierzony Bogu ani bezpiecznie przepracowany. Został zamknięty w podziemiu duszy.
Cztery kierunki pojednania
Skoro gniew rozchodzi się na cztery płaszczyzny, również pojednanie musi mieć cztery kierunki.
Pierwszy kierunek to pojednanie z Bogiem. Nie polega ono na uznaniu, że cierpienie było łatwe albo zrozumiałe. Polega na powolnym przejściu od oskarżenia do zaufania. Człowiek może powiedzieć: „Boże, nadal nie rozumiem, ale nie chcę już żyć tak, jakbyś był moim wrogiem”.
Drugi kierunek to pojednanie z faktem walki duchowej. Człowiek przestaje panikować wobec ciemności. Uczy się, że zło nie jest Bogiem, nie jest wszechmocne i nie ma ostatniego słowa. Uczy się walczyć spokojniej: przez wierność, sakramenty, modlitwę, trzeźwość, leczenie i codzienny porządek.
Trzeci kierunek to pojednanie z samym sobą. To bardzo trudny etap, bo wymaga rezygnacji z nienawiści do siebie. Człowiek musi pozwolić sobie być kimś słabym, zależnym od pomocy, potrzebującym leczenia i łaski. Musi uznać, że jego wartość nie zależy od sprawności psychicznej, produktywności ani od tego, czy zawsze panuje nad swoim wnętrzem.
Czwarty kierunek to pojednanie z ludźmi. Nie zawsze oznacza ono bliskość z tymi, którzy skrzywdzili. Czasem oznacza tylko oddanie ich Bogu i zamknięcie drogi zemsty. Czasem oznacza odbudowanie relacji. Czasem oznacza postawienie granic. Najważniejsze jest to, aby człowiek nie musiał już żyć w świecie, w którym każdy drugi człowiek jest potencjalnym prześladowcą.
Droga przemiany gniewu
Celem nie jest zniszczenie gniewu jako takiego. Gniew bywa sygnałem, że osoba została naruszona, zraniona, opuszczona albo potraktowana niesprawiedliwie. Problem zaczyna się wtedy, gdy gniew traci kontakt z prawdą i miłością. Wtedy zamienia się w truciznę.
Droga przemiany obejmuje kilka etapów.
Najpierw trzeba uznać: „Jest we mnie gniew”. Potem nazwać: „Jestem zły na Boga, na zło, na siebie, na ludzi”. Następnie oddzielić: „Nie każdy gniew jest grzechem. Nie każda emocja jest winą. Nie każde cierpienie jest moją odpowiedzialnością”. Potem powierzyć: „Boże, pokazuję Ci to, czego się wstydzę”. Wreszcie podjąć pracę: leczenie, modlitwę, terapię, spowiedź, rozmowę, przebaczenie, budowanie granic, uczenie się zaufania.
Gniew sam w sobie jest energią. Mówi, że coś zostało naruszone. Mówi, że osoba ma granice. Mówi, że w człowieku jest pragnienie sprawiedliwości. Ale gdy gniew zostaje odłączony od miłości i prawdy, staje się niszczący. Niszczy obraz Boga, obraz siebie i obraz bliźniego.
Gniew wypaczony mówi: „Bóg mnie zdradził”.
Gniew oczyszczony mówi: „Boże, boli mnie to, czego nie rozumiem”.
Gniew wypaczony mówi: „Zło jest silniejsze od wszystkiego”.
Gniew oczyszczony mówi: „Zło jest realne, ale Chrystus jest Panem”.
Gniew wypaczony mówi: „Nienawidzę siebie”.
Gniew oczyszczony mówi: „Jestem zraniony i potrzebuję miłosierdzia”.
Gniew wypaczony mówi: „Ludzie są zagrożeniem”.
Gniew oczyszczony mówi: „Nie wszyscy są bezpieczni, ale nie wszyscy są wrogami”.
Na tym polega odkupienie gniewu: nie na zaprzeczeniu jego istnienia, ale na przywróceniu mu właściwego miejsca. Gniew ma służyć prawdzie i ochronie dobra, a nie niszczeniu osoby.
Chrystus wobec gniewu człowieka zranionego
W perspektywie chrześcijańskiej najgłębsze uzdrowienie gniewu dokonuje się nie przez zaprzeczenie cierpieniu, lecz przez spotkanie z Chrystusem Ukrzyżowanym. Chrystus zna opuszczenie, niesprawiedliwość, zdradę, lęk, samotność i ciemność. Dlatego człowiek chory psychicznie może przyjść do Niego nie jako ktoś uporządkowany, ale jako ktoś rozbity. Nie musi najpierw stać się spokojny, aby zostać przyjęty. Może zostać przyjęty właśnie w miejscu największego rozdarcia.
Chrystus nie patrzy na człowieka chorego psychicznie z pogardą. Nie brzydzi się jego chaosem. Nie odrzuca go dlatego, że jego modlitwa jest pełna napięcia. Chrystus zna ludzką psychikę głębiej niż sam człowiek. Wie, ile w danej osobie jest winy, a ile zranienia. Wie, gdzie kończy się odpowiedzialność, a zaczyna choroba. Wie, które słowa są grzechem, a które są krzykiem bólu.
Dlatego człowiek może przynieść Chrystusowi swój gniew bez udawania. Może powiedzieć: „Panie Jezu, jestem zły. Jestem zły na Boga, na ciemność, na siebie i na ludzi. Nie umiem tego uporządkować. Boję się tego gniewu. Wstydzę się go. Ale oddaję Ci go, bo sam nie potrafię go unieść”.
Taka modlitwa może być początkiem oczyszczenia. Nie zawsze przyniesie natychmiastową ulgę. Nie zastępuje leczenia. Nie usuwa automatycznie choroby. Ale otwiera przestrzeń, w której gniew przestaje być samotny. A gniew, który zostaje wypowiedziany przed Bogiem, zaczyna tracić swoją absolutną władzę nad człowiekiem.
Zakończenie
Schizofrenik w tej interpretacji może być widziany jako człowiek, w którym nagromadził się wielki, ukryty gniew: gniew dziecka zranionego, człowieka opuszczonego, osoby niezrozumianej, duszy walczącej o Boga i o siebie. Ten gniew nie powinien być potępiony w całości, ale rozeznany. Trzeba zobaczyć, co w nim jest raną, co buntem, co wołaniem o sprawiedliwość, co lękiem, co skutkiem choroby, a co miejscem wymagającym nawrócenia.
Ostatecznie ukryty gniew schizofrenika może stać się miejscem łaski. Nie dlatego, że choroba jest dobra sama w sobie. Choroba pozostaje cierpieniem. Ale Bóg może wejść nawet w te miejsca, które wydają się najbardziej skażone bólem. Gniew wobec Boga może zostać przemieniony w szczerą modlitwę. Gniew wobec szatana i zła może zostać przemieniony w duchową czujność. Gniew wobec siebie może zostać przemieniony w miłosierdzie. Gniew wobec ludzi może zostać przemieniony w przebaczenie i mądre granice.
Dopiero wtedy możliwa jest droga ku wolności. Nie przez brutalne stłumienie emocji, lecz przez ich oczyszczenie. Nie przez udawanie świętości, lecz przez prawdę. Nie przez samotną walkę, lecz przez połączenie leczenia, modlitwy, sakramentów, rozmowy i mądrego wsparcia. Człowiek przepełniony gniewem nie jest skazany na to, by gniew był jego ostatnim słowem. Ostatnim słowem może stać się miłosierdzie.
Wtedy człowiek nie jest już tylko nosicielem zakumulowanego gniewu. Staje się kimś, kto przez łaskę, leczenie i prawdę zaczyna odzyskiwać swoje serce. A serce, które odzyskuje kontakt z Bogiem, z samym sobą i z ludźmi, przestaje być więzieniem gniewu. Może stać się miejscem oczyszczenia, walki, dojrzewania i stopniowego pojednania.